Tusk Watch

Obserwujemy jak Polska zmienia się w drugą Irlandię

| |
| Log in |

czytaj nas na
TWITTERZE

TuskWatch
na GaduGadu
63710790

Czarnecki: Bronię Anne Applebaum!

Wysłane przez admin w dniu 09/02/2010 o godz. 20:16

Palikot, przyjaciel Komorowskiego, wytyka głównemu kontrkandydatowi jego kumpla - Sikorskiemu, poglądy żony. Tymczasem dziennikarka Anne Applebaum, czyli żona polskiego ministra spraw zagranicznych, ma pełne prawo wypowiadać się na tematy polityczne, bo to przecież jej zawód. Jej artykuł w “Washington Post” skądinąd słusznie zwraca uwagę na rzecz tak oczywistą, że aż banalną: że Unią rządzą Niemcy i Francja.

Obojętnie jednak od tego, że w tej kwestii red. Applebaum ma rację, to przecież ma prawo wypowiadać się także wtedy, kiedy jej nie ma (zwłaszcza, gdy jeszcze na tym dobrze zarabia). Ale Palikotowi nie chodzi o merytoryczną polemikę czy dobrą radę dla żony Sikorskiego, żeby siedziała wreszcie cicho. Jemu chodzi o “załatwienie” kandydatury najważniejszego rywala Bronisława Komorowskiego. Palikot cynicznie wysyła sygnał do działaczy PO: Sikorski ma nieodpowiedzialną żonę, będzie nas ciągnęła w dół, a więc się nie nadaje, trzeba więc postawić na Komorowskiego - i basta.

Nie moja sprawa kogo wskaże PO, ale załatwianie wewnątrzpartyjnych porachunków poprzez atakowanie rodziny (w tym wypadku żony) rywala nie powinno się zdarzać. W polityce nie wszystko jest na sprzedaż i nie każda metoda jest przyzwoita. A jak nie jest przyzwoita, to na dłuższą metę jest nieskuteczna…

Niech Anne Applebaum pisze, co chce. Będąc przeciwnikiem politycznym jej męża, pierwszy będę bronił jej prawa do wykonywania zawodu. Tylko jeden temat powinien być dla niej tabu. Nie chodzi wcale o politykę czy politykę międzynarodową. Jako żona szefa polskiego MSZ nie powinna pozwalać sobie na niewłaściwe, bo naruszające prywatność, uwagi o życiu erotycznym prezydenta Gruzji Michaiła Saakaszwili, co zdarzyło się jakiś czas temu.

Współczuję Radkowi Sikorskiemu. Może teraz chłop zrozumie mądrość starego, polskiego przysłowia “Nie czyń drugiemu, co tobie niemiłe”. Dziś Radek Sikorski pewnie żałuje swoich nieładnych, nieroztropnie wypowiedzianych 17.09.2007 r. dla TVN 24, słów: “Gdyby moja żona zrobiła mi to, co Nelly Rokicie, zmieniłbym zamki w drzwiach”… (Ryszard Czarnecki)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | 1 komentarz

Pawlak się buntuje. Uderza w Rostowskiego

Wysłane przez admin w dniu 09/02/2010 o godz. 07:26

Coraz goręcej w rządzie. Wicepremier Waldemar Pawlak rozprawia się z szumnymi zapowiedziami premiera w sprawie programu konwergencji do euro. Na swoim blogu wytyka błędy, jakie jego zdaniem popełnił minister finansów opracowując plan przystąpienia do strefy euro.

W zeszły piątek koalicjanci mieli dojść do porozumienia w tej sprawie. Z naszych informacji wynika, że to spotkanie do najprzyjemniejszych nie należało. “Zaczęło się ostro, dopiero pod koniec rozmów atmosfera się wyklarowała” - relacjonuje jeden z ludowców. Co uzgodniono? Tego politycy PSL nie chcą zdradzać. Wiadomo jednak, że chodzi przede wszystkim o reformę KRUS i propozycję, zgodnie z którą rolnicy mieliby zostać płatnikami podatku dochodowego.

“Chyba udało się przekonać ministra Rostowskiego, że taki zabieg kosztowałby budżet państwa 11 miliardów złotych” - opowiada nasz rozmówca.

Obecnie 1,5 miliona gospodarstw rolnych płaci zryczałtowany podatek rolny, ale tylko 217 tysięcy z nich jest dochodowych. Po zamianie opodatkowania tylko one płaciłyby podatek, dlatego wpływy do budżetu spadłyby o 6 mld zł. Stratę tych dochodów musiałoby samorządom wyrównać państwo - wyliczyli eksperci PSL.

Co więcej, z ich interpretacji wynika, że zapewne część gospodarstw rolnych uciekłaby do szarej strefy, ukrywając swoje dochody. Podobny schemat miałby nastąpić w związku z zapowiadaną reformą KRUS, co miałoby uszczuplić budżet państwa o kolejne 5 miliardów złotych. Najprawdopodobniej te punkty znikną z planu konsolidacji finansów publicznych, który ma we wtorek zostać przyjęty przez rząd. Zostaną omówione za tydzień podczas spotkania ministra Michała Boniego z grupą ekspertów PSL.

Ta zmiana mocno wpływa też na program konwergencji do euro. Program przygotowany przez ministra Rostowskiego opierał się na planie konsolidacji, który z formalnego punktu widzenia nie istniał. Dlaczego? Bo nie został przyjęty przez rząd. Po drugie zawierał dane, które ludowcy uznali za nazbyt optymistyczne i fałszujące rzeczywisty obraz polskiej gospodarki. (dziennik.pl)

Kategoria: Co tam Panie w koalicji | Brak komentarzy

Komisjo, musisz!

Wysłane przez admin w dniu 09/02/2010 o godz. 07:24

Wystarczyły trzy w miarę gładkie przesłuchania – Grzegorza Schetyny, Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego – by w obozie Platformy pojawiły się gromkie wołania, że kolejni zeznający nic nie wnoszą do sprawy, więc prace komisji hazardowej można już zakończyć.

Wydawałoby się, że po kompromitacji, jaką było zmarnowanie pierwszych tygodni na próby usunięcia opozycji z komisji, a następnie lekceważenie przez przewodniczącego Sekułę kłopotów posłów z dostępem do stenogramów, politycy PO powinni wypowiadać się bardziej powściągliwie. A jednak znaleźli się tacy, którzy już dziś gotowi są otwarcie żądać, aby komisja szybko zakończyła krótkie rytualne istnienie – i by można było przystąpić do kampanii prezydenckiej.

A komisja ma jeszcze wiele do zbadania. Nieprzypadkowo irytację w Platformie wywołała opublikowana przez “Rzeczpospolitą” informacja o tym, co Ryszard Sobiesiak powiedział w śledztwie. Zeznania hazardowego biznesmena każą bowiem zadać pytanie, czy Grzegorz Schetyna mówił przed komisją prawdę. A informacje Sobiesiaka dotyczące roli Marcina Rosoła (byłego asystenta Mirosława Drzewieckiego) zmuszą posłów, aby drążyli sprawę przecieku i zadawali nowe pytania o szczelność rządu.

Doświadczenie komisji badającej aferę Rywina podpowiada, że najciekawsze sprawy nie wychodziły na jaw od razu, ale po porównaniu zeznań różnych świadków. Dlatego już dziś warto postawić sprawę jasno: komisja nie tylko powinna pracować dalej, ale też pracować znacznie dłużej, niż początkowo ustalono. Posłowie na pewno nie zdążą zakończyć prac do końca lutego, więc już teraz koalicja i opozycja powinny wspólnie zdecydować o przedłużeniu jej działania.I nie o miesiąc czy dwa – z łaski premiera Tuska – ale o tyle, ile będzie potrzeba do pełnego wyjaśnienia wszystkich wątpliwości. Tym bardziej że to nie opozycja odpowiada za to, że do pierwszych normalnych przesłuchań doszło dopiero przed niecałym miesiącem.

To prawda, że członkowie komisji nie są idealnymi śledczymi. Drażni intelektualne rozmemłanie posłów, niestosowne dowcipy czy częste strzały kulą w płot. Ale lepsza jest niedoskonała komisja, która mozolnie szuka prawdy, niż tryumf piarowców od „Zbycha” i „Mira” – a tym byłby rychły koniec sejmowego śledztwa. Nie pozwólmy tej sprawie ukręcić łba. (Piotr Semka)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | Brak komentarzy

PO boi się haków na Bronisława Komorowskiego

Wysłane przez admin w dniu 08/02/2010 o godz. 09:13

Czy Platforma Obywatelska wystawi w wyborach prezydenckich Bronisława Komorowskiego? Na razie wciąż nie wiadomo. Planowane na wtorek posiedzenie zarządu partii przesunięto. Formalnie – z powodu urlopu wiceszefowej PO Hany Gronkiewicz-Waltz. Naprawdę chodzi jednak o przygotowanie Komorowskiego na ataki opozycji - twierdzi “Polska”.

Współpracownicy Donalda Tuska twierdzą, że jest już prawie przesądzone, iż Platforma postawi w wyborach prezydenckich na marszałka sejmu Bronisława Komorowskiego. Tutaj jednak pojawiły się poważne obawy. “Polska” przytacza słowa Romana Giertycha z jednego z wywiadów: “w lochach prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego jest tyle ciekawych teczek, że pozwoliłyby wygrać z Komorowskim nawet Gosiewskiemu”.

Jak podaje “Polska”, do polityków PO dociera wiele sygnałów, że po wskazaniu Komorowskiego zostaną przedstawione materiały kompromitujące go, takie jak powiązania z WSI, historie z czasów kiedy współpracował z piskorczykami, kupno atrakcyjnej działki w Jabłonnie ze znajomym Foglerem itp. Jeden z polityków PO mówi, że władze partii czekają, co takiego ma zostać odpalone, by zobaczyć, na ile jest to groźne.

Między innymi ze względu na plotki o hakach wiceszef klubu PO Janusz Palikot chce przeprowadzić w partii prawybory. Jego zdaniem dzięki temu wcześniej przeszłaby fala ewentualnych haków i ataków i do czasu właściwej kampanii to wszystko “wypaliłoby się”.

Jednak zwłoka w ostatecznym wskazaniu na Komorowskiego niesie ze sobą też ryzyko osłabienia jego kandydatury - zwraca uwagę “Polska”. (wp.pl)

Kategoria: Pitery, niesioły i inne palikoty | 8 komentarzy

Palikot: Tusk jak mechagodzilla

Wysłane przez admin w dniu 07/02/2010 o godz. 09:35

Zdaniem Janusza Palikota, Grzegorz Schetyna wypadł przed komisją hazardową lepiej niż szef rządu: - Nie był taką mechagodzillą jak Tusk - ocenił w rozmowie z RMF FM wiceszef klubu PO. Jego zdaniem, błędem premiera jest jego pycha. - Ale za to teraz dostanie zimny prysznic i wróci do pozycji startowych - przewiduje Palikot.

Janusz Palikot zdecydowanie skrytykował wypowiedź Donalda Tuska, który stwierdził podczas jednej z konferencji, że “mógłby usunąć Schetynę, kiedy by chciał”. - Taka wypowiedź, że mogę zrobić, co chcę z każdym, jest niedobra, nie należy do naszej tradycji - komentował wiceszef PO. Jego zdaniem, cytowana wypowiedź premiera “rzeczywiście była trochę taka z dużej pozycji ego sformułowana”.

Według Palikota, błędem Donalda Tuska jest pycha i trzeba mu na to zwrócić uwagę. - Nie można pomiatać ludźmi, nawet Grzegorzem Schetyną - stwierdził poseł PO. - Ale za to teraz dostanie zimny prysznic (…) i wróci do pozycji startowych - dodał.

Poproszony o ocenę polityków PO przesłuchiwanych przez hazardową komisję śledczą, Palikot najwyżej postawił Grzegorza Schetynę. Jego zdaniem, szef klubu PO był przekonujący w swoich wyjaśnieniach i “paradoksalnie wypadł najlepiej, dlatego że był na takim kompletnym luzie”. - Nie był tak plastikowy jak Chlebowski i nie był tak - powiedziałbym - nie był taką mechagodzillą jak Tusk w czasie jego przesłuchania - ocenił.

Czy Schetyna zdoła odbudować swoją silną niegdyś pozycję u boku Donalda Tuska i będzie sekretarzem generalnym partii po majowym kongresie? Palikot nie ma pewności, jaką decyzję podejmie w tej kwestii premier, ale sam - dałby mu szansę. W jego ocenie, Grzegorz Schetyna “to jest taki prawdziwy self-maker”. - Zrobił już kiedyś z siebie samego wicepremiera i ministra MSWiA - przypomniał. (tvn24.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | 3 komentarze

Sobiesiak mówi co innego

Wysłane przez admin w dniu 06/02/2010 o godz. 07:45

Zeznania króla hazardu w prokuraturze różnią się od tego, co politycy Platformy powiedzieli komisji

„Rz” dotarła do treści zeznań Ryszarda Sobiesiaka, biznesmena z branży hazardowej, które 6 stycznia 2010 r. złożył w warszawskiej Prokuraturze Okręgowej.

Sobiesiak zeznawał trzy godziny. W kilku miejscach jego wyjaśnienia różnią się od zeznań złożonych przez polityków PO przed komisją hazardową. Z wyjaśnień króla hazardu szczególnie niezadowoleni mogą być były wicepremier Grzegorz Schetyna, były minister sportu Mirosław Drzewiecki i ich współpracownik Marcin Rosół.

To Marcin Rosół, były szef gabinetu ministra Drzewieckiego, wyłania się z zeznań Sobiesiaka jako możliwe źródło przecieku o akcji CBA.

Sobiesiak, opowiadając o kulisach załatwiania pracy dla jego córki, zaprzeczył, jakoby namawiał Drzewieckiego, by dał jej pracę w Totalizatorze Sportowym. „Prosiłem go około dwóch lat wcześniej, że jeżeli będzie miał jakieś miejsce w hotelarstwie, to żeby zabrał ją ode mnie do pracy w hotelarstwie”.

Ale gdy pojawiła się szansa na posadę w zarządzie Totalizatora, prosił Rosoła o sprawdzenie dokumentów córki. Magdalena Sobiesiak w tym celu spotkała się z Rosołem dwa razy.

Sobiesiak zeznał: „W czasie spotkania w sierpniu 2009 Marcin Rosół, z tego, co mówiła córka, zasugerował jej, że ponieważ są donosy na »twojego tatusia«, to lepiej, żeby nie startowała. (…) Córka powiedziała, że poinformował ją, że są donosy na mnie”. Zapewne chodzi o spotkanie z 24 sierpnia 2009 r. w lokalu Pędzący Królik znane ze stenogramów podsłuchów CBA.

Według Biura Ryszard Sobiesiak już następnego dnia rano, po spotkaniu z córką, miał wiedzieć, że jest inwigilowany przez CBA. Prokuratorów próbował jednak przekonać, że: „Nawet jeszcze przed spotkaniem z córką używałem stwierdzeń, że jestem podsłuchiwany, wymieniałem też nazwy KGB, CBA czy wręcz wyłączałem telefon” – mówił. A o akcji CBA dowiedział się 1 października 2009 r. „z telewizji i prasy”. 

Tłumaczył też, dlaczego pod koniec sierpnia 2009 r. nagle zmienił telefon: bo jego stary aparat zaczął się psuć. Przyznał, że 25 sierpnia próbował się dodzwonić do Mirosława Drzewieckiego i Zbigniewa Chlebowskiego, ale nie odbierali.

Pozostaje pytanie: skąd Rosół wiedział o tym, że są jakieś donosy na Sobiesiaka? Czy mówił mu o tym Drzewiecki?

Marcin Rosół nie chce dziś komentować tych doniesień: – Do czasu zeznań przed komisją nie będę się wypowiadał. Potem będę do dyspozycji mediów – powiedział „Rz”. (Rzeczpospolita)

Kategoria: Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | 9 komentarzy

Było miło - czyli premier obiecał

Wysłane przez admin w dniu 05/02/2010 o godz. 20:08

Gdy wszedłem do Sali Świetlikowej zrozumiałem, (…) że jakże mylne było moje przekonanie, iż spotkanie będzie “spotkaniem z internautami” czyli z dość szerokim gronem.

Większość miejsc przy stole zajęta była przez “członków z ramienia” (o czym przekonałem się później, słysząc ich wypowiedzi). A grono nie było liczne.

Oczywiście przyjmuję argument, że trudno cokolwiek sensownego omówić a tym bardziej ustalić w grupie ludzi, powiedzmy, powyżej 30 osób. Jednak przebieg dyskusji (przede wszystkim pierwszej jej części), pełnej zapewnień o “woli pomocy i współpracy” i usilne dążenie, aby premiera przekonać, że internauci nie są tacy straszni, że chcą pomóc rządowi w zwalczaniu “negatywnych zjawisk i przestępstw”, zdawał się potwierdzać zarzuty wobec organizatorów spotkania, że dobierali do niego tych “niekłopotliwych”.

Ta pierwsza część spotkania, oprócz tego, że była miła, była również potwornie nudna, gdyż wielu “reprezentujących” wygłaszało monotonne przemówienia z “refleksjami natury ogólnej” i z “naświetleniem kontekstu historycznego”.

Gdy się tego słuchało, to nie sposób nie zgodzić się z premierem, że na “spotkaniu z internautami” było mu trudniej niż podczas przesłuchania w komisji śledczej. Z pewnością było mu trudniej… nie zasnąć. (…)

Więc miło było. Miło się zaczęło i miło skończyło, bo premier obiecał, że przyjrzy się i wstrzyma “o ile to prawnie możliwe” sprawę rejestru stron i usług niedozwolonych.

Doprawdy, więcej takich kulturalnych spotkań! (Mirosław Usidus)

Kategoria: Donaldu, Donaldu... | 2 komentarze

Cenzurowana debata z Tuskiem o cenzurze

Wysłane przez admin w dniu 05/02/2010 o godz. 07:11

Do dyskusji z premierem nie zaproszono krytykujących go internautów. Pytania „na żywo” będą moderowane.

– Waham się, czy wziąć udział w debacie, bo mam wrażenie, że internauci nie są równorzędnymi partnerami dla tak doświadczonego polityka jak Donald Tusk, a ten zamieni całe przedsięwzięcie w udany dla siebie spektakl PR – mówi „Rz” Mirosław Usidus, ekspert ds. mediów internetowych.

Spotkanie Tuska z internautami, które zacznie się dziś o godz. 14, to odpowiedź na apel 70 tys. internautów protestujących przeciw rządowemu projektowi ustawy antyhazardowej. Wprowadza on „Rejestr stron i usług niedozwolonych” pozwalający na blokowanie witryn. Internauci zwrócili się do prezydenta z prośbą o jej zawetowanie.

– Wokół ustawy narosło wiele nieporozumień, debata jest okazją, by wytłumaczyć, że rząd nie wprowadza cenzury – mówi poseł Marek Wójcik, ekspert PO ds. informatyzacji.

Jak zapowiadała Kancelaria Premiera, debata miała być taka jak Internet – wolna i nieskrępowana. Ale jak ustaliła „Rz”, do udziału w niej nie zaproszono internautów znanych z krytycznych ocen działania rządu Tuska, m.in. blogerki Kataryny, jednego z inicjatorów protestu przeciw cenzurze w Internecie Martina Lechowicza czy autora strony TuskWatch.pl.

– Nie dostałem zaproszenia. Poszedłbym powiedzieć, że nie ma żadnych negocjacji dotyczących wprowadzenia „Rejestru” – mówi „Rz” Lechowicz, autor strony konteStacja.pl.

O liście uczestników debaty decydował organizujący ją wspólnie z Kancelarią Premiera Maciej Budzich, autor blogu mediafun.pl. – Przygotowałem listę ok. 300 osób. Ale musiałem ograniczyć liczbę uczestników, by umożliwić dyskusję, a nie wyborczy wiec – przekonuje.

Niezaproszonym pozostaje zadawanie pytań za pośrednictwem sieci na żywo w trakcie debaty (www.premier.gov.pl/centrum_prasowe). Ale te będą cenzurowane. – Muszą być moderowane, nie ma możliwości, by premier został zasypany pięcioma tysiącami pytań i wyzwisk – broni się Budzich.

– Jeżeli nie będę miał możliwości zadać pytania bez moderacji, nie będę brał udziału w tym cyrku – mówi Lechowicz.

Ale trudnych pytań Tuskowi nie uda się uniknąć. – Chciałbym np. wiedzieć, kto wymyślił nazwę „Rejestr stron i usług niedozwolonych” – mówi „Rz” Piotr Waglowski, autor serwisu VaGla.pl Prawo i Internet. A Jakub Śpiewak, szef fundacji Kidprotect.pl zajmującej się zwalczaniem pedofilii w Internecie, dodaje: – Może uda się przekonać premiera, że z pedofilią w Internecie nie można walczyć nakazem blokowania stron, który technologicznie łatwo ominąć.

Walka z pedofilią w sieci jest głównym argumentem za wprowadzeniem rejestru.

Marek Wójcik nie ukrywa, że debata ma służyć przede wszystkim wysondowaniu siły sprzeciwu internautów: – Po niej premier rozważy, czy jako społeczeństwo jesteśmy gotowi na zakazy w Internecie. (Rzeczpospolita.pl)

Ponieważ Pan Wojciech Wybranowski wspominaw artykule, że TuskWatch nie dostał zaproszenia, śpieszę uzupełnić że i tak byśmy go nie przyjęli. Abstrahując juz od absurdu samej koncepcji kontrolowanej “‘debaty” z Płemiełem, nigdy w życiu nie wzięlibyśmy udziału w pijarowskich zagrywkach Tuska i jego ekipy.

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Media (po)mogą | 10 komentarzy

Kandydaci PO są słabsi od Lecha Kaczyńskiego

Wysłane przez admin w dniu 04/02/2010 o godz. 08:35

- Kandydaci PO są słabsi od Lecha Kaczyńskiego. Rezygnacja Tuska bardzo zwiększa szanse obecnego prezydenta na wygraną - mówi Jadwiga Staniszkis w rozmowie z “Rzeczpospolitą”.

Zdaniem Jadwigi Staniszkis wszyscy inni kandydaci PO - poza Donaldem Tuskiem - są słabsi od Lecha Kaczyńskiego. Według niej możliwe jest, że PO wystawi w wyborach Andrzeja Olechowskiego. Dlaczego? - Tusk wyraźnie szuka szerokofrontowej formuły. Mówi się o zbliżeniu z Włodzimierzem Cimoszewiczem, Jerzym Hausnerem. Może więc też z Olechowskim - zastanawia się Staniszkis. - Ale według mnie Olechowski też przegrywa z obecnym prezydentem - dodaje.

Jak mówi “Rzeczpospolitej” Staniszkis, argumenty, jakie są przytaczane na rzecz rezygnacji Tuska, są niewystarczające. - Dla mnie decyzja Tuska jest niezrozumiała. Sądzę, że jest w tym jakieś drugie dno. Ale na razie nie wiem jakie - twierdzi. I zastanawia się: “Może po prostu z jakichś powodów Tusk boi się walki. Bo jest zmęczony, wypalony”. - Tusk chce pozostać na świeczniku bez angażowania się w brutalną prezydencką walkę - mówi Staniszkis. (wp.pl)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Pitery, niesioły i inne palikoty | 3 komentarze

Afera hazardowa: jednak doszło do przestępstwa?

Wysłane przez admin w dniu 04/02/2010 o godz. 08:33

Środowe przeszukanie u Marcina Rosoła, byłego szefa gabinetu ministra sportu Mirosława Drzewieckiego, rzuca nowe światło na aferę hazardową.

Politycy PO lubili podkreślać, że przecież żadnej afery nie było. Dlaczego? Bo rzekomo nikt w tej sprawie nikt prawa nie złamał. Owszem były naganne rozmowy polityków z biznesmenami, ale gdzie tu przestępstwo?

Powołując się na słowa ministra Jacka Cichockiego przypominano, że nawet Mariusz Kamiński miał mówić premierowi Donaldowi Tuskowi, że do przestępstwa nie doszło. Choć sam Kamiński twierdził, że sprawę Tuskowi przedstawił inaczej.

Ale nagle zaszła wielka zmiana. We środę CBA na polecenie warszawskiej prokuratury przeszukała mieszkanie Rosoła i zabezpieczyła jego komputery. Skoro prokurator wysyła służbę specjalną do domu bohatera afery hazardowej, który miał nakłaniać Mirosława Drzewickiego do wycofania się z dopłat, nie robi tego z powodu pomówień ani plotek. Chyba nadzorowana przez polityków PO prokuratura i CBA musiały mieć przesłanki, że do przestępstwa doszło. A skoro tak, to jednak afera była. Był więc pewnie i przeciek.

Posłuchajmy więc, co dziś powie o sprawie Donald Tusk! (Michał Szułdrzyński)

Kategoria: Donaldu, Donaldu..., Nasze mordy kochane, Pitery, niesioły i inne palikoty | 6 komentarzy